niedziela, 26 grudnia 2010

50 lat minęło jak jeden dzień...

 Wszyscy piszą o narodzeniu Jezusa Chrystusa a ja napiszę o miłości, która narodziła się ponad 50 lat temu.




 Dla jednych 50 lat to może być dużo dla  innych mało, zależy od tego co oznacza ta liczba. Dzisiaj moi dziadkowie obchodzą pięćdziesiąt lecie swojego małżeństwa tzw. złote gody. Uważam osobiście, że jest czym się chwalić bo rzadko spotyka się w dzisiejszych czasach małżeństwa z tak długim stażem.  Dla mnie jest to pierwsza taka uroczystość w rodzinie, a jeszcze wspanialsze jest dla mnie to, iż to moi dziadkowie obchodzą taką uroczystość. Jestem bardzo dumna z moich dziadków, że tak długo wytrzymali ze sobą, ale nie jest to tylko ich zasługa ale również Chrystusa w którego wierzą i któremu powierzają swoje życie, swoje małżeństwo. Bardzo się cieszę, że mimo tylu trudności jakie spotykały ich na drodze (a było ich bardzo wiele) to wciąż są razem i wciąż się kochają. Babcia jest bardzo wyrozumiałą, cierpliwą, wrażliwą i kochającą kobietą, dziadek ma dość trudny charakter ale on również potrafi być kochany, cieszy się na nasz widok (mój i mojej siostry) i z niecierpliwością czeka na buziaka w policzek od nas, zawsze gdy przyjeżdżamy mówi “o moje laski przyjechały”, jest jedyną osobą, która tak mówi i której na to pozwalamy. Babcia za każdym razem, gdy ich odwiedzamy robi nasze ulubione ciasto albo wyciąga coś słodkiego, zawsze robi do jedzenia coś co bardzo lubimy.

Moi DZIADKOWIE są dla mnie wzorem do naśladowania, pokazują mi każdego dnia, ze mimo trudności, mimo wad, różnic charakterów to wraz z Chrystusem można przeżyć 50 lat razem, można przeżyć 50 lat małżeństwa.


Panie Boże proszę o potrzebne łaski dla moich dziadków na kolejne lata ich wspaniałego i pełnego miłości małżeństwa.

środa, 8 grudnia 2010

Spotkanie...

Dzisiejsze przedpołudnie dało mi dużo do myślenia. Byłam w drodze na uczelnie gdy zadzwoniła koleżanka i powiedziała, że mamy odwołane zajęcia. Postanowiłam wtedy, że skoro jestem tak blisko kaplicy to wstąpię choć na moment. Zaskoczyło mnie to, że o tak młodej godzinie (11:30) było tam tak dużo ludzi. Kaplica nie była wypełniona po brzegi ale było w niej dość sporo osób. Usiadłam więc z tyłu aby nie przeszkadzać innym w rozmowie z Bogiem. Po chwili wpatrywania się w Najświętszy Sakrament sama zaczęłam rozmowę z Panem Jezusem. Na początku zaczęłam od analizowania sytuacji, która zaszła dzisiaj rano na przejściu. Otóż wracałam z mamą z rorat i stałyśmy na przejściu rozmawiając. Zaczepił nas nagle jakiś mężczyzna, przestraszyłam się go, nie miał kilku zębów, był nieogolony, brudny ale słowa, które powiedział jeszcze bardziej mnie zdziwiły, owy mężczyzna zapytał się czy wracamy z rorat, byłam tak zszokowana, że kiwnęłam tylko głową, on zaś powiedział takie słowa "Pięknie. Jezus jest naszym Królem!" i poszliśmy każdy w swoją stronę bo zapaliło się zielone.
Cała ta sytuacja sprawiła, że poczułam się jak mała dziewczynka, gdy ten mężczyzna wypowiadał te słowa miałam uczucie, że się kurcze. Dość dziwne ale prawdziwe, nie zmniejszyłam się fizycznie ale duchowo, zrozumiałam to dopiero wpatrując się w Najświętszy Sakrament. Uświadomiłam sobie to, że wygląd nie świadczy o człowieku tak bardzo jak jego słowa, czyny. Przecież to, że ktoś nie ma kilku zębów bądź jest brudny nie świadczy o tym, że nie wierzy w Boga, że nie ufa Mu. Często w naszym życiu spotykamy się z takimi stereotypami, myślimy, że jeśli ktoś jest brudny, nieogolony i ma wybite zęby jest pijakiem, który może zrobić nam krzywdę, ale ten człowiek może szuka pomocy, kogoś kto pomoże mu wrócić na drogę prawości. Niestety przez sam wygląd tego człowieka boimy się go i ze strachu nie pomagamy.
Wracając do słów, które wypowiedział ten mężczyzna "PIĘKNIE. JEZUS JEST NASZYM KRÓLEM!" Niby to wiemy ale tak rzadko te słowa wypowiadamy, tak rzadko się nad nimi zastanawiamy bo to przecież oczywiste a o rzeczach oczywistych się nie mówi. A guzik prawda, właśnie o tych oczywistych rzeczach powinno sie mówić najwięcej bo często o nich zapominamy. Znajdują się na dnie naszego serca, zakurzone i przykryte innymi rzeczami. Każdy z nas ma swoje życie a to uczelnia, szkoła, praca, zajęcia dodatkowe, jakieś próby, spotkania z przyjaciółmi itp. i w tak zapracowanym dniu czasami jest nam ciężko znaleźć choć trochę czasu dla Jezusa a tym bardziej myśleć o tym, że Jezus jest naszym Królem.
Ale (nie zaczyna się zdania od "ale" lecz w tym wypadku trzeba) Jezus przypomina nam o tym w odpowiednim momencie, może być to poprzez drugiego człowieka, tak jak w moim przypadku, ale może być to poprzez Pismo Święte, jakąś sytuacje, ale Jezus przypomni nam o Sobie w odpowiednim momencie naszego życia, w końcu ma dla każdego z nas Swój plan zbawienia. :)